,,My beautiful hair” – wywiad z Pauliną


CHOROBY, LIFESTYLE /

Projekt: ,,My beatiful hair” to cykl wywiadów z kobietami, które mają piękne, zadbane i zdrowe włosy. Czasami jednak zdarza się, że te zdrowe, zadbane włosy tracimy, jednak piękno zostaje. Przedstawiam wam rozmowę z piękną kobietą tj. Pauliną – Matką, Żoną, Przyjaciółką. Kobietą codziennie walczącą z rakiem.

 

Więcej o Paulinie możecie  dowiedzieć się  <Tutaj>

Paulino, jak się obecnie czujesz psychicznie i fizycznie?

Psychicznie jestem jeszcze silniejszą kobietą niż przed chorobą, co prawda bywają “gorsze dni”, jednak nie ukrywam ich, chyba są potrzebne, w końcu jestem poważnie chora – dlatego czasem pozwalam sobie na płacz w poduszkę.

Fizycznie – już dobrze, najgorzej znosiłam chemię czerwoną – to taki ‘domestos dla organizmu’. Obecnie szykuję się do operacji, a ta na dniach.

Często słyszę od ludzi, że nie wglądam na chorą i świetnie się trzymam – prawdą jest, że mam w tym moim nieszczęściu bardzo dużo szczęścia, zwłaszcza do ludzi – to oni dają mi bardzo dużo siły – tej dla głowy, a to bardzo dużo.

Wypadanie włosów spowodowane przyjmowaniem chemioterapii oznacza dla wielu kobiet chorych na raka poważne obciążenie i źródło stresu. Jak to było u Ciebie?

Z wypadaniem włosów jest tak, że nie da się do tego przygotować – przynajmniej mnie się nie udało – od samego początku choroby wiedziałam, że nadejdzie ten dzień. Starałam się poukładać to sobie jakoś w głowie, jednak nic z tego. Tuż po pierwszej dawce ścięłam włosy na krótko, żeby szok był mniejszy. Wtedy jeszcze miałam nadzieję, że może mnie to ominie.

Włosy zaczynają wypadać szybko – po dwóch, trzech tygodniach od pierwszej czerwonej chemii. Od samego początku miałam z Mężem umowę, że jak tylko nadejdzie ten moment, to ścinamy włosy maszynką na zero.

W trzecim tygodniu włosy zaczęły zostawać mi na dłoniach po zwykłym ‘przeczesaniu palcami’. Bardzo dobrze pamiętam tą chwilę, gdyż byłam w społecznej świetlicy, wśród dzieci, wychodząc do domu wtuliłam się w jedną znajomą i po prostu się popłakałam. Brak włosów jest jednoznacznym pokazaniem światu swojej choroby, swojej słabości, swojej niemocy.

Umowa jest umową, a trzymanie wpadających włosów na głowie na siłę było bez sensu – wieczorem, zalana łzami – oparłam głowę o zlew w łazience i Mąż zaczął ciąć. Pamiętam też jak zapytał mnie, czy jestem gotowa? Odpowiedziałam, że nie, ale trzeba to zrobić. Tak to właśnie wyglądało – ja płakałam, Mąż ścinał.

rak a wlosy

Z czasem okazało się, że jest chociaż jakakolwiek ‘sprawiedliwość’, ponieważ wypadły mi włosy z większości ciała – spod pach, z nóg, z łona, w późniejszym etapie leczenia, także wypadły mi brwi i rzęsy.

Straszna jest ta choroba właśnie pod tym względem – nie da się jej ukryć i tracimy właściwie wszystkie atrybuty kobiecości.

Czy nosiłaś turbany, peruki ?

Na samym początku, podczas etapu przygotowań do wypadania włosów, zamówiłam sobie dwie chusty, takie a’la turbany. Dostałam też reklamówkę chust, turbanów i innych cudów na głowę od kobiety, która dwukrotnie przechodziła leczenie i uważała, że tak trzeba – puścić je dalej, jednak szczerze mówiąc – nie używałam ich. Zamotałam co prawda coś na głowę kilka razy, ale to nie moje bajka, dlatego idąc jej śladem szybko oddałam je potrzebującej, dużo starszej kobiecie.

To samo z peruką – od samego początku jej nie chciałam, a o to, czy chcę na nią receptę zostałam zapytana przed drugą chemią. Ja lubię czapki i to właśnie je nosiłam cały czas – nie sądziłam nawet, że bez włosów jest tak koszmarnie zimno w głowę! Starałam się też wyrzucić z siebie wstyd choroby i w pomieszczeniach chodziłam z ‘gołą głową’. Sporo osób z mojego otoczenia, w tym dzieci ze świetlicy, musiałam najpierw poinformować o samej chorobie i o tym, że będę łysa – miałam także często wrażenie, że niektórzy z mojego otoczenia gorzej radzili sobie z faktem mojej choroby, niż ja sama. W każdym razie po ostatnim sezonie kolekcję czapek posiadam bardzo okazałą.

Monika haircoaching: Obecnie w Polsce peruki z naturalnych włosów są tylko częściowo refundowane przez NFZ, a dopłata do nich jest bardzo duża. Dlatego jeśli obcinasz długie włosy szczególnie zachęcam Cię do oddania włosów dla kobiet po chemioterapii. Więcej szczegółów znajdziesz na stronie Fundacji Rak’n’Roll –> http://www.raknroll.pl/co-robimy/programy/daj-wlos

Często u kobiet, po chemoterapii włosy odrastają silniejsze?

Niby jest taka teoria, ale nie wiem. Ja zawsze miałam bardzo dużo, grubych włosów, dlatego ciężko mi to ocenić – wiem jedynie, że prawdą jest, iż po chemii zdarza się, że odrastają włosy kręcone – moje niestety faktycznie zaczynają się kręcić. Nie ukrywam, że nie jestem z tego powodu zadowolona, bo to nie są bujne loki, tylko taki lok typu baranek.

W chwili obecnej najgorzej wyglądają moje rzęsy, a to kolejny, dosyć ważny, atrybut kobiety. Rzęsy miałam przed leczeniem piękne – gęste i mega długie – Mąż może potwierdzić – teraz niestety jest ich mało.

Prowadzisz stronę na facebooku, którą obserwuję aż ponad 3 tys. osób czy często piszą do Ciebie kobiety szukające wsparcia lub rad?

Na szczęście tak. Zapytasz pewnie dlaczego na szczęście? Otóż dlatego, że te wiadomości pokazują sens tego, co robię. Ludzie piszą do mnie w różnych sprawach, jedni potrzebują rad dla siebie, czy też bliskich, którzy zaczynają walkę o życie, drudzy piszą, bo nie wiedzą jak się zachować w stosunku do chorego, trzeci piszą, bo chcą dać mi wsparcie – pytają jak się czuję, opowiadają o sobie. Są też tacy, którzy opisują swoją historię przejścia przez raka – dużo czerpię z takich rozmów. Wzruszają mnie bardzo rozmowy z osobami, które właśnie odebrały diagnozę i zaczynają walkę, pisząc, że dzięki moim opowiadaniom mają jakiś obraz tego, co ich czeka.

Zaczęłam prowadzić fanpage z dwóch powodów – chciałam pomóc sobie w walce, a jeszcze bardziej chciałam krzyczeć i nakłaniać inne osoby do badań – w kółko to powtarzam, żeby nie dać się zbyć wiekiem – ja także słyszałam, że jestem ‘za młoda’ na takie choroby, mój rak natomiast jest innego zdania.

Co według Ciebie jest najważniejsze w walce z rakiem?

Zrozumienie i akceptacja najbliższych oraz wsparcie otoczenia, to daje siłę na walkę, siłę głowy.

Mam taką teorię, że na samym początku, tak chwilę po usłyszeniu diagnozy, każdy pacjent trochę umiera – i ma do tego prawo, bo cały świat właśnie runął mu na głowę. Ja określiłam ten czas na dwa tygodnie. Przez dwa tygodnie płakałam, żegnałam się ze światem, zaczęłam pisać listy do najbliższych, rozpaczałam, że mój Syn nie będzie mnie pamiętał, jeśli teraz umrę, zastanawiałam się co jeszcze powinnam zrobić, wyjaśnić, zakończyć – dwa tygodnie. Później przyszedł taki dziwny moment, do tej pory nie wiem czym był spowodowany, w którym miałam w sobie tyle siły, żeby stojąc przed lustrem, spojrzeć sobie w twarz i zadać jedno pytanie „umierasz, czy chcesz żyć?” – a ja bardzo chcę żyć, mam jeszcze bardzo dużo rzeczy do zrobienia… – i to jest ta siła, którą czerpię od innych. Bezczelnie i łapczywie zbieram każde dobre słowo, które płynie w moją stronę.

Będąc mądrzejsza o różne doświadczenia, co powiedziałabyś kobietom?

To samo o co proszę na „raku” – Baby Kochane, badajcie się. Jeśli trzeba kłamać – kłamcie, jeśli trzeba czekać trzy miesiące – czekajcie. Dbajcie o siebie, bo nikt inny tego nie zrobi.

rak   rak

Dziś jest Dzień Matki, z tej okazji wpis ten dedykujemy wspólnie z Pauliną wszystkim matkom, kobietom szukającym siły w sobie, mających siłę czy dającym siłę innym.

10 Replies to “,,My beautiful hair” – wywiad z Pauliną”

  1. Dokładnie, badać się i nie dać się zbywać lekarzom, którym się po całym dyżurze nie chce wypisać skierowania. Trzymam kciuki za Paulinę, bo widziałam, że przełożyli jej termin operacji.

  2. Podziwiam siłę Pauliny, mimo chwilowego kryzysu potrafiła się podnieść i walczyć.
    Popieram jej apel: badajcie się kobietki i nie dajcie zbywać lekarzom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *